HALUNY I ŻYCIOWY HORROR

– Eustachiuszu! Czy wiesz, że w różnych filmach, cały czas, nas wciąż straszą? Czasami może śmieszą i do głowy różne zmory pakują? Reżyser i scenarzysta – razem pstryknięciem palca, w wir akcji przenoszą i o twoim losie decydują? Na początek sielanka, chwile później wartka i krwista akcja, a po półtorej godzinie już „ende”, koniec z tobą. Tylko napisy końcowe otuchy dodają, że wciąż żyjemy! 😉

– Przestań Krzysztofie… – zachęcająco kufel kolega podniósł

– Zapalisz? Mimochodem zaproponował.

– Ja nie palę. Wystarczą mi te specyficzne opary, tych “leczniczych konopi”. 😉

– No to na zdrowie! Kontynuuj! 😊

– Filmy. Gatunek horrory! Prawie krzyknąłem.

– Na ekranie aktorzy swoim jadem kąsają, aż nie wykończą! A najgorsze, że „zabójczej mikstury” w nadmiarze produkują. Taka konwencja, ale nie wprawionym w horrorach, filmowym maniakom sielankowe życie zatruwają. Przewijają się w scenkach, różnej maści psychopaci i dewianci. Tacy z aparycją pudelka, uśmiechem cocker spaniela, niestety z wnętrzem – american pit bull terriera. Krew się leje gęsto. Chłopie! Ile ja już takich filmów klasy “B” i “C”, w swoim życiu obejrzałem? Setkami operować zaczynam! Perełek w gatunku niewiele, może na siłę, z 20-cia się doliczyłem. Różne to historyjki, z palca przeważnie wyssane. Kto lubi się bać, to go nie zniechęci 😉. Ostatnio kolejnego gniota „niższego sortem” obejrzałem. Pal licho tytuł, nie wart promowania. O takim lwie ludojadzie, co po Amsterdamie hasał. Jak mnie się przykro zrobiło. Jest taka scena. Wpada ten „grzywacz” w centrum miasta, do tramwaju – rzeź nieprawdopodobna. Aaaaa, że tramwaj długi – Siemens Combino to… Lecz nie o masakrze chciałem wątek pociągnąć, tylko ręce złożyłem z politowaniem jak… tramwaj z impetem uderzył w kamienice!

Tak po ludzku, żal mi się zrobiło. Dla potrzeb filmu, dla tej scenerii i dramaturgii – takiej maszynie, życie na zawsze skróciło!!! ☹ Tyradę skończyłem.

– Co ty do mnie mówisz? Ty aby na pewno, nic po kryjomu nie palisz? Czy o pracy znów „przemycasz” i zaczynasz?

– Nie, nie! Szelmowsko się uśmiechnąłem 😉

Dobraaaaa, nieważne. Ręką dezaprobaty machnąłem. Z nadzieją wspomniany wątek, nowy pragnę uchwycić i podtrzymać.

– Jeżeli o pracy kolego mój miły, wiedzieć musisz, że u mnie 140-lecie firmy się szykuję. Odparłem znacznie ożywiony i podekscytowany.

– No i co z tego? Imprezka będzie? O czym my gadamy…

Spojrzał z niezrozumieniem i politowaniem.

Nie podziela kolega mojego entuzjazmu? Szepnąłem pod nosem, już tylko do siebie.

– Browarków za dużo? Mózgownice coś blokuje? Delikatnymi inwektywami mnie kompan bombarduje. Kolega złowieszczo okiem na mnie łypie i mówi.

– Ogarnij się mój przyjacielu…

– Ostatnie z pianką kolego szanowny – dodałem.

Aż wzdrygnął się jegomość kufel ponosząc, że tematy się skończyły i o filmach i pracy, przynudzać zaczynam.

Nieznośna cisza.

Łyk złocistego napoju zwilża usta i gasi chwilowe pragnienie. W pełnym przeciwieństwie do odczuć chorobowych, którymi „globalny świat” zaczyna być targany, słyszę kojące słowa piosenki. Dźwięki, ledwie się przebijają przez tumult i zgiełk panujący w knajpce. Rozglądam się po stolikach. Refren przeszywa na wskroś. Takie czasy, że Didżej tylko kawałeczek dawnego przeboju, jako przerywnik między inne utwory wplecione;

„Więc chodź, pomaluj mój świat

Na żółto i na niebiesko,

Niech na niebie stanie tęcza

Malowana twoją kredką.

– – – – – – – – – – – – – – – –

Więc chodź, pomaluj mi życie

Niech świat mój się zarumieni,

Niech zalśni w pełnym słońcu,

Kolorami całej ziemi.”

 ♫ ♫ ♫ ♫ ♫ ♫

Z toalety czas skorzystać. Niełatwa to, na ten moment sztuka. Błędnik naruszony, parametry przestrzenne przekłamuje. Wzrok mglisty i przeszklony, w zakresie widoczności znacznie umniejszony.

Do przystanku szczęśliwie i bez przygód się doczłapałem. Nie, żeby od razu uberopodobnym transportem uciekać do domu. Kulturalnie tramwajem – postanowiłem! Zgodę z zasobnością, uszczuplonego portfela wcześniej  – uzgodniłem 😊. W życie plan wdrożony. Siedzę już wygodnie. Aż tu nagle! Zmęczone oczy „plakat atakuje”!

Mętnym wzrokiem spojrzałem, nawet czytać jeszcze mogłem. Po „obczajeniu”, w głowie przemyślenia, w nadmiarze się kotłują.

– Rany! Biedny studencie, niełatwa przed tobą droga. Usłana różami nie będzie – bez protekcji lub „z polecenia”. Ile „głów ściętych” po drodze, nawet tym co teraz rękę na przywitanie podajesz. Długa i „trupem uściełana”, ta ścieżka zawodowa. Insygnia królewskie dla wytrwałych czekają. Po latach na piedestał dobrniesz, a tam już czeka na ciebie berło i korona ( byle nie ta wirusowa ).

Jak już w temacie jesteśmy, żeby sarkazmu nie użyć – w centrum jej uwagi. Pandemia wirusowa ogłoszona. Ale spokojnie. Jako gatunek ludzki w swej pyszności do eksperymentów i do praw natury, wciąż niepokonany. Uda się! Po raz kolejny, damy radę! Więc poczekajcie wszelakiej maści nostardamusy, wizjonerzy, wróżbici i szarlatani. Piewcy Armagedonu – teraz jeszcze przetrwamy. Relax! Koniec świata na późniejsze terminy, uroczyście ogłaszam – odkładamy! Może jednak w najbliższym okresie, blokowisko na ogródkowe bunkro-schrony z pełnym wyposażeniem czas zamienić!? Wirusy jak obcy we wszechświecie, ciągle czyhają i się mutują… rasie ludzkiej zagrażają!

W przewietrzanym tramwaju, czuje kuchnie światową. Spożywaną na szybko – po trunkową 😉. Tudzież zapach tureckiego kebaba się rozchodzi. Z innej części pojazdu, nozdrza przeszywają aromaty, z takiego „zdrowego” mięso pochodnego dania. Rozglądać się zaczynam dogorywającymi oczami. Jakaś chińszczyzna? Tak, ale to tylko „krewetkowe” naleśniczki – smaczne azjatyckie sajgonki! Czuję jak powieki opadają, jestem jakiś „niegłodny życia”, zniesmaczony i zblazowany. Gdyby nie „duch agnoscyzmu”, rzekłbym nawet – przez Boga opuszczony. Jeszcze nie kicham, lecz potwornie zmęczony…

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

 – Obudź się! Otwórz oczy! Krzyczysz przez sen!

Z głębokiego letargu żoneczka wybudza. Co to były za koszmary? Jak szczur z rur kanalizacyjnych, mokry i „nie wyjściowy” z łóżka wstać próbuję. Patrzałki przecieram, lekko posklejane. Czas rzeczywistość przyporządkować. 

– O kurczę! Piwo z kolegą było, czy tylko mi się śniło?

Nie rozstrzygając, w kalendarzyk mpkowski zaglądam, żeby się upewnić. Tak, dobrze pamiętałem – dzisiaj wolny dzień. Po kawie i śniadaniu laptopa otwieram. Do elektronicznej poczty czas zajrzeć, zanim „multisportową” rekreację wdrożę w życie.

Cyk! Z okienka wiadomość pierwsza się pojawia. Tylko początek w tym języku zrozumiałem – Hallo mein Freund! Dodatkowo załącznik z screenem – nic nie pokumałem.

Więc messengera „w te pędy” odpalam i do Roberta wypisuje.

– Co się stało? Możesz na nasz ojczysty język przetłumaczyć?

– Chciałem zapytać. Czy na wymianę się załapałeś? Wniosek wypełniłeś? Odpisał dwuzawodowiec z Dresdner Verkehrsbetriebe AG.

– O ja pierniczę! Nie, nie nic nie wiedziałem, jaka szkoda, że się nie dowiedziałem.

– Ale Krzysztofie, czy ty masz uprawnienia na autobusy? Bo oferta tyczyła elity transportowej, tej wszechstronnej…

Przez chwilę zazdrość, rozumem owładnęła. I na spokojnie informacje kompletuje.

– Robert więcej szczegółów …

– No jak w oficjalnej zajawce na naszej stronie internetowej. DVAG i MPK Poznań wcieliły w życie porozumienie, na mocy którego 15-tu wyznaczonych, z obu firm będzie odbywało kilkudniowy „wymienny staż” w naszych miastach. Oficjalnie poznanie taboru i infrastruktury.

– Ale w jakim celu taka wymiana? Drapię się za uchem i zrozumieć próbuję.

– Europa transportowa bez granic. Nawet miejskich przewoźników, jak widać obejmuję. Obcokrajowców „za chlebem” jest wszędzie dużo, wiesz dobrze, że w samej Polsce do 100 tysięcy z uprawnieniami na autobusy kierowców brakuje. Lecz problem europejski się staje. Pracodawca zmienia warunki, kusi i pracowników do zmiany barw przekonuje. Wymiana pracownicza to element tej układanki, żeby kierowców i motorniczych mieć „mobilnych” i „kumatych”, a nie z łapanki 😉. Hindusi, Azjaci i nacje ze Wschodu ruszają wspomóc Europę, nie tylko Zachodu. Wyjaśnił Roberto to mgliście i zawile. Kiwam głową z niedowierzaniem, jeszcze jakąś chwile. Myślę i wymyślić nic mądrego nie mogę…

Dziś pierwszy kwietnia? 😉

Czas ochłonąć! Przedwcześnie, wartkim i zimnym strumieniem polewam głowę. Tak dla pewności, dla wszystkich – na tego Dyngusa polecam mydło, zaś później wodę!

😉😊😉

————————————————————-

– pozdrowienia i podziękowania za bezinteresowną “rodzicielską” przysługę dla kolegi motorniczego DJ Roberto Antares.

– podziękowania za współpracę dla Roberta Bartkowiaka, od 2015 roku pracownika Dresdner Verkehrsbetriebe AG, wcześniej z 5 letnim stażem motorniczego w Miejskim Przedsiębiorstwie Komunikacyjnym w Poznaniu.

– inspiracją do tekstu powyżej jest mix rzeczywistości, wydumania i wyobraźni, a także filmy i literatura, która wymaga wyszczególnienia:

1. Jedenaście sezonów serialu „ Z ARCHIWUM X” 😉

2. Film „Uncaged – Krwiożerczy postrach miasta” – reżyser Dick Mass

3. Kwartalnik „KOMUNIKACJA PUBLICZNA” wydanie 2 / 2018.

-w tekście wykorzystano fragment piosenki; CHODŹ POMALUJ MÓJ ŚWIAT, autor tekstu: Marek Dutkiewicz, kompozycja: Janusz Kruk, wykonanie oryginalne: 2 plus 1, rok powstania:1972

-wizerunek motywacyjnej “blachy ściennej” z czasów PRL-u , rok 1962 (WODA MYDŁO)

6 Responses

  1. Avatar

    Dziękuję za pozdrowienia i cieszę się, że mogłem taką bezinteresowną przysługę rodzicielską ofiarować.
    Zresztą Ty i Twój syn niemało mi pomogliście przy tej “akcji”.
    Pozdrawiam również.

  2. Avatar

    Oby to mycie rąk przeksztalcilo się w nawyk. Bo z higieną kiepsko bywało. Nie tylko w Polsce. Koronawirus niech znika i to zaraz, mycie rąk niech zostaje

  3. Avatar

    Cześć
    Trzeba przyznać, że fantazji Tobie nie brakuje . Szkoda tylko, że koronawirus COVID-19 nie jest primaaprilisowym żartem. Woda i mydło rzeczywiście się przydadzą. Może niektórym po zakończeniu pandemii nawyk częstego mycia wejdzie w nawyk- ” częste mycie wydłuży nam życie”.
    Pozdrawiam

    1. Krzysztof Żukiewicz

      Witam. Niewątpliwie w całej negatywnej palecie minusów związanych z pandemią, być może niektórzy poznają siebie na nowo. Siebie i najbliższych z otoczenia.
      A i tematy higieny osobistej w momencie zagrożenia, także będą na “plus” w normalnym życiu, które mam nadzieję szybko wróci do normy!
      Do zobaczenia.

Pozostaw odpowiedź KAROL NITSCHKE Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *