TORCIK Z JEDNĄ ŚWIECZKĄ

Kwiecień, miesiąc jak każdy inny; a jednak nie, w tym roku wyjątkowy – Zajączkowy! Skoro już PIT-a złożyłem, Prima Aprilis „odbębniłem”. Przy kartce z wypłaty jakieś dodatkowej ekstazy, czy też niekontrolowanych konwulsji radości nie przeżyłem …
Kombinowałem, co szczególnego w tym miesiącu wydarzy się w moim życiu albo co jeszcze ciekawego będzie się działo? Drapię się po głowie. Nagle olśnienie! To już ROCZEK na liczniku bije jak z różnymi „bimbami” na mieście wszędzie się pokazuje! 😊
Za mną już bezpowrotnie odszedł „w siną dal” – okres niemowlęcy.
Tak. W MPK to moja osobista pierwsza rocznica, minęło jakby to było wczoraj.
W budynku, na półpiętrze widzę przed oczami motywujący plakat w tle, w drodze do pokoju szkoleniowego przy ul. Fortecznej. Maszerowałem tam na zajęcia teoretyczne kilka miesięcy…
Ech, to już rok mija, tak szybko ten czas w tej pracy pędzi bez opamiętania do przodu.
Długo się zastanawiałem o czym napisać, bo tematów na tablicy korkowej do wyboru kilka.
Skoro to ta jedyna i niepowtarzalna chwila, mikro jubileusz i takiego już nigdy nie będzie, zasługuje ten wpis na coś szczególnego. Coś co siedzi we mnie głęboko. Głęboko siedzi mi w głowie. Z tym tematem mierzę się codziennie gdy jestem „na dworze”(uwielbiałem ten zwrot z dzieciństwa „idę na dwór”). Chociaż w Krakowie wychodzą „na pole” 😉
Potocznie to słowo wydźwięk ma wiadomy, ale analizując z innego aspektu można by napisać, że przebywamy „na Dworze” – czyli nie byle gdzie 😊.
No właśnie. Każdego dnia Ty Szanowny Czytelniku i ja na nim jesteśmy. Nie mi rozstrzygać co ogólnopolskie a co jest regionalizmem, czy wychodzimy „na dwór” czy też „na pole”…
Gdy już tam jesteśmy, to coś tam robimy, dzielimy albo tworzymy, w zależności od rangi czynności, od rangi fachu i zawodu!

Przy Wielkanocnym śniadaniu, co w naszym domu przypadało w godzinach popołudniowych, w gronie najbliższych, w gronie rodziny, gdy brzuchy już pełne i uśmiechy szerokie… 😊
Po opowieściach o życiu dawniej (rodzice i rodziców pokolenie) i życiu doczesnym (reszta biesiadników)… Jak analiza dnia świątecznego zabrnęła już do sfery niebieskiej znanej nam wszystkim – tematyce pogodowej, zbliżał się nieuchronny koniec spotkania. Politykom skorupką od jajka też się dostało…
Co pozostało?
– Niestety braciszku, nie wszyscy tak mają, że z radością wymalowaną na twarzy, bez presji, bagażu stresu do pracy sobie chadzają!
Podsumował wielkanocne rodzinne zebranie – starszy Brat.
Może czas to zmienić? Pomyślałem o innych.
Przy stole chwilę w „oderwaniu” podumałem, policzyłem ( w tym sektorze nigdy nie było dobrze ) i uwierzyć nie mogłem. Tak, odliczając wiek niemowlęcy, dziecięcy, dorastanie i edukowanie. Dodatkowo później z dziewczynami pierwsze całowanie. Tej! To będzie, że 25 lat czekałem na tą chwilę, na to braciszkowe skonkludowanie!
Gdzieś kiedyś przeczytałem cyt. ”…szukajcie a znajdziecie…” a ja do tego dodam, trzeba chociaż jeszcze troszkę pojeździć po świecie, może nie tylko tam zwiedzać, bądź leniuchować, lecz także popracować.
Żeby zrozumieć, lepiej później w życiu „miarkować” co dla nas dobre, lepsze i wspaniałe.

Mija mój rok w MPK. Rok barwny i ciekawy. Czy myślałem, że tak będzie? Nie myślałem. Czegoś innego się spodziewałem? Niczego szczególnego w swoich wstępnych założeniach nie oczekiwałem…
Od kwietnia zeszłego do kwietnia obecnego roku, wielu nowych, niesamowitych ludzi poznałem. Ciekawe jest to, że jednak cały czas większości pracowników na oczy nie widziałem. Te przeszło 360 dni to za krótki okres na tak szybkie poznawanie, zwłaszcza że firma to ok. 2,5tys. pracowników.
Takim to sposobem dobrnęliśmy do gombrowiczowskiej „gęby”, czyli różnych twarzy…

Na podstawowym szczeblu edukacji miałem taką przyjemność w życiu od najmłodszych lat korzystać z…Komunikacji Miejskiej 😊.
Wtedy w autobusie linii 74, którym do szkoły kursowałem, wpatrywałem się bardzo często w niepozorną, drobniutką kobitkę. W głowie „burza mózgów” czy to ONA, czy aby na pewno?
Teraz po latach jestem dumny z pokonania nieśmiałości, którą byłem naturalnie obdarzony. Próbuję sobie przypomnieć, lecz nie pamiętam czy to na tym samym przystanku gdzie wspólnie wsiadaliśmy, czy też w samym autobusie odwagi przypływ miałem i zagaiłem:
– Przepraszam czy to Pani…. znaczy się Pani Krystyna co grała Nauczycielkę Łaciny w spektaklu teatralnym Ferdydurke?
– Tak to ja.
Odpowiedziała ciepłym tonem i jej zamyślone oblicze szeroko się uśmiechnęło.
– W Teatrze Nowym na scenie Panią widziałem i podziwiałem!
Prawie wykrzyczałem.
– Dziękuję młodzieńcu, to miłe co mówisz…

Prawdy do końca aktorce ze strachu i tremy nie przekazałem, bo podczas spektaklu – na deskach teatru jak zobaczyłem co ta Pani wyczyniała to omal ze śmiechu się w gacie nie posikałem. Tylko na tyle się odważyłem, ale przez następne lata autobusem miejskim, podczas wspólnego podróżowania o tej samej porze, Pani Krystyna Feldman szczególnie ciepłym, życzliwym i „tylko dla mnie” uśmiechem mnie obdarowywała.
Tą opowiastką różne oblicza komunikacji miejskiej chciałem opisać i teraz z kabiny motorowego – innego punktu widzenia, temat przybliżyć.

Nigdy nie myślałem, że to taka różnica. Gdy jestem raz motorniczym, raz pasażerem. Następuje we mnie taka „przemiana” jak w kultowej postaci wszystkim dobrze znanej z komiksów, a teraz także z kinowego dużego ekranu.

Superman i jego „alter ego” – Clark Kent.

Z tą jednak różnicą, że nie jestem dziennikarzem i nie mam „mocy nadprzyrodzonej” w wyczuwaniu zła.
No ale jestem motorniczym z planety Ziemia, nie z Kryptona i też na swój sposób ludziom pomagam! 😊
Na czym polega ta „przemiana”?
Gdy przywdziewam ten strój Supermana ( w tym przypadku nasz służbowy kubraczek ) i wsiadam za stery, to tak jakby pojawiał się we mnie „ duch nadczłowieka”. Czujesz, że masz ważną i potrzebną misję do wykonania. Następuje „transformacja” – ja i maszyna tworzymy jedność, jesteśmy jak „całość”, tak do końca naszej zmiany.
Jestem „cyborgiem z duszą” co po szynach może sunąć, podobnie jak wytrawny narciarz biegowy – po śniegu uskutecznia „szusowanie”.
Kiedy indziej, gdy wolny dzień od pracy przypada, wsiadam to tego pojazdu jako pasażer. Zmieniam się w „poczciwego dziennikarza”.
Jadę w tym kolosie z poziomu pasażera. Czuję lekki niepokój, adrenalina co rusz zwyżkuje jak przejeżdżając przez „krzyżaki” tramwaj podskakuje. Pragnę cały i zdrowy dojechać do celu. Podziw mnie ogarnia i takie zwykle „ludzkie” spojrzenie, gdy tym pojazdem kursuje, albo w przystankowym oczekiwaniu to wszystko obserwuje. Patrzę na to z boku i uwierzyć nie mogę. To ja tak pędzę? Tak to w rzeczywistości wygląda? Rany!
Jestem jeszcze chyba normalny, bo też się troszkę boję! Patrzę, ze strachem, lękiem i trwogą, że taki tramwaj, takiego olbrzyma można bezpiecznie prowadzić!
Tak, tak, to jest moje roczne podsumowanie. Za sterem czuję się „Supermanem” a gdy pasażerem będzie mi dane, przeżywam to wszystko jak inni, nawet moje i pozostałych wysiadanie czy wsiadanie.
Czasami w domu podczas odpoczynku głęboki sen mnie dopadnie i dziwności w tych majakach ukazane powodują konsternację…
Próbuję mój „niebyt” przyporządkować…
Wstaję i sprawdzam jaki dzisiaj status komunikacyjny jest w moim planie 😉.
Z perspektywy motorniczego, jak woźnica dyliżansu jakoś czasami dziwnie na to wszystko patrzymy i nierzadko zjawiska deja vu na własnej skórze doświadczamy…
Zapytacie pewnie. Dlaczego?

 

BO MY PRAWDZIWI TRAMWAJARZE,
NASZE MASZYNY KOCHAMY !!!

4 Responses

  1. Kolejnych wielu bezpiecznych lat za sterami od kosmicznego Janka z rodzicami 😁

  2. No to najlepsze życzenia urodzinowe:):):) Bardzo się cieszę Krzysztofie, że z nami jesteś.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *