DZIEŃ KOBIET – WALENTYNKI ( do przerwy 0 : 1 )

*PRZEDMOWA

 –  Pani Iwono. Rzekł uczniak do swojego nauczyciela.

– Podczas porządków na kilku podstarzałych komputerach odnalazł się mój pierwszy “prehistoryczny” tekścik! Odkurzyłem, przeczytałem i lekko zretuszowałem.To były czasy kiedy słowo bloger nie istniało a blogowanie się zaczynało…

–  To chyba Mamuty jeszcze żyły, wie Pan co to Mamut? Koło Słonia stało, ale wcześniej… Kąśliwie i dosadnie guru jęknęła, tak na dzień dobry.

–  Łaskawym okiem może by Pani na tekst się zechciało, spojrzało, mruknąłem niepyszny takiego przywitania.

–   Myślę, że teraz inaczej by Pan to napisał. Myślę, że Pana pióro jest dzisiaj dojrzalsze.

Drapię się po czole, jeszcze włosów pukiel chwytam, skręcam loka w locie, twarz w grymasie a’la cocker spaniel i chachmęcę dalej.

–  No pewnie tak, ale wtedy, kiedy moje technikum miało pierwszego PC-ta, a tylko Politechnika mogła poszczycić się takim sprzętem, papieru już nie brakowało, przed blokiem w kopaną się grało, pierwszym dziewczyną i Mamusią na Dzień Kobiet kwiatka się dawało, zapomniałbym dodać – długopisów zamiast klawiatury się używało…

Zmarszczone i zniecierpliwione oblicze recenzenta i krytyka w jednym spochmurniało i dalszego ciągu konfabulowanego wywodu z wyczuwalnym poirytowaniem oczekiwało.

–  Jak wtedy dałem to najbliższym do przeczytania, to nawet, tak było, 5 osób się uśmiało…

–   Panie Krzysztofie… mhhh

A-H-A, było mhhh więc tliła się we mnie jeszcze iskierka, nadzieja.

– Koncepcja jest dobra. Mnie się ten mecz podoba…

Grobowa cisza nastała i … kolejnego kontuzjowanego piłkarzyka szukała?

Głęboko westchnąłem. Czekałem na “ale”.

– No ale mam nieodparte wrażenie, że zwiodła Pana lekkość pióra i tylko pobawił się Pan z tym tematem.

Tego mentorskiego tonu i spojrzenia nie wytrzymałem.

W trymiga powietrza w płuca zebrałem i z siebie odważnie wydukałem.

– Pani Iwono, proszę…W oryginale chcę zostawić, o cudnych kobitkach nie napiszę, bo ja na imprezie mpkowskiej będę się z nimi bawił, no wie Pani, trzęsidupki, tańce, swawole, na parkiecie rzecz jasna, nie na stole :-P.

Szelmowsko się uśmiechałem,  dodatkowo szerokie gały w oczekiwaniu wytrzeszczałem.

– No ale ja niczego nie narzucam. Chce Pan hejterskiego polowania? Świeżego blogerka jak ziarnistą Arabikę zmielą, kawką pogrymaszą, że bez cukru, bez śmietanki, gdzie tu jeszcze ciasteczko,  o “wisience” w ogóle już nie wspominając.

 – Łe tam… na zielone światło “boiskowej walki” nadszedł czas?

 – Pomarańczowe zapalę, ruszasz czy hamujesz? Narwany blogerku – decydujesz sam!



Jeszcze nie zacząłem a już się naraziłem ? Być może, ale postaram się przedstawić sytuacje po pierwszej połowie meczu najlepiej jak tylko potrafię. Zaznaczam, że jak każdy inny kibic i komentator wyrażam tylko i wyłącznie swoją opinie nie koniecznie zgodną z ogółem na temat tego co zobaczyłem do przerwy. Jeśli ktoś przypadkowo identyfikuje się z tym co tu jest napisane, to pewnie się dużo nie pomylę twierdząc ze to osoba z młodszego pokolenia. Czy może jednak się mylę? Zacznę od „prowadzących” z pod szyldu Świętego Walentego…
 WALENTYNKI ?
To kolejny „hamerykański” obyczaj przeniesiony na nasze polskie podwórko po wszechobecnych hamburgerach, hot dogach i nie do końca akceptowalnym w naszej kulturze święcie przebierańców Halloween. Czekam z utęsknieniem, kiedy w Boże Narodzenie na stole ujrzę zamiast barszczu z uszkami i smażonego karpia – olbrzymiego nadziewanego Indora….ups !To oczywiście czarny humor podszyty sarkazmem wynikający z bezsilności na dzisiejsze czasy. Czytaj czasy, kopiuj-wklej. Poważnie, ten sarkastyczny ton mojej wypowiedzi wcale nie skreśla tego święta, jakim jest Dzień Zakochanych! Wręcz przeciwnie, przecież 1 gola mają w zanadrzu…
Choć to znowu coś tak niepolskie, to uważam, że zwłaszcza wśród młodzieży, naszej polskiej młodzieży to coś bardzo potrzebnego. Skoro przedpotopowy 8 marcowy kwiatek to zwyczaj tak bardzo zapomniany i nie przez wszystkich akceptowalny z różnych przyczyn. Wiadomo inny ustrój, inne pokolenie ( ta kwestia w dalszej części ) to obecne 14 lutowe serduszko to chyba dobra alternatywa dla młodych? Tak sobie myślę, że nie tylko ich, bo młodość to pojęcie względne 🙂 ! Powie ktoś – to tylko komercja, odchodzenie od korzeni, takie obce, naciąganie, nabijanie kasiory innym i pewnie ma racje, ale nie należy zapominać o tych, dla których każdy dzień z najbliższą osobą jest świętem, a w tym jednym dniu w roku może publicznie dać temu szczęściu wyraz, manifestując to wydarzenie w możliwie  kulturalny sposób.
DZIEŃ KOBIET ?
Uffffff uff, to ciężki temat i drużyna już „zaawansowana wiekowo”, ale jak każde inne święto ma tak samo wielu zagorzałych kibiców-zwolenników co przeciwników. Dlaczego przegrywają? To jasne w sporcie cuda zdarzają się bardzo rzadko, nie ma spójności w drużynie. Jedni markują grę, bo co powiedzą koledzy z boiska ;), pozostali są szczerzy i oddani. Znaleźli się tutaj bo futbolówka to ich pasja. Tak też było z kwiatkami dla Kobiet. To piłkarskie porównanie nie do końca oddaje obraz czasów Święta Kobiet, ale pewnie dużo się nie pomyliłem. Nie mnie osądzać ostentacyjną szczerość intencji na ten przykład Członków Komitetu Centralnego wręczającego bukiet przepięknych „czerwonych róż” ( chociaż z kronik filmowych znam jeszcze tańszą wersje z tulipanami, tudzież powszechne i niezniszczalne goździki ) na „placu defilad” z takim przysłowiowym Kowalskim wręczającym swojej Ukochanej skromnego symbolicznego kwiatuszka – takie to były czasy i temu chyba nikt nie zaprzeczy.
Puentując całość –  bez względu na wynik końcowy tego pojedynku a „dopóki piłka w grze” wszystko jest możliwe, czyż nie najważniejszy jest w tym wszystkim fakt, że takie święta – pojedynki w naszej zabieganej codzienności to nic innego jak chwile sympatycznej atmosfery i uśmiechu wokół nas, a przecież KOBIETA  jeśli dostanie kwiatka czy też serduszko , będzie w siódmym niebie! Jeszcze lepiej dla naszych KOBIET jak dostanie jedno i drugie, w lutym i w marcu :). Euforia murowana! Meksykańska fala, ole ole ollle! Dla nas  MĘŻCZYZN ten zachwyt, podziw i maślany wzrok wyda nam się dziwny, ale co tam, nie wszystko musimy rozumieć…
KTO WYGRA MECZ ?
Koniec przerwy. Drugą połowę czas zacząć !
Subiektywnymi spostrzeżeniami z pierwszej odsłony pojedynku podzielił się „podstarzały” kibic-motorowy. Natomiast wam Drogie Panie przy biurku i za sterem życzę abyście w życiu codziennym miały tylko takie dylematy i problemy – kwiatek w lutym, kwiatek w marcu :-).
Ach ta kochana…piłka kopana… ;-).

* – Wielce prawdopodobna rozmowa. Występujące postacie nie są wymysłem autora. Nauczyciel i uczeń istnieją, działają i często gadają…

 

7 Responses

  1. Ech jaki superowy blog. Na pierwszy rzut ucha wszystko działa, Więc bardzo mi się podoba. Masz Pierniku rzeczywisty dryg do pisania. Oby tak dalej.
    Też kiedyś blogowałem o tym jak się poruszać po Poznańskich chodnikach, gdzie latarnie co i rusz stają na drodze. Ale jakoś opuściłem się. Kocham uśmiech, kocham życie a zwłaszcza uwielbiam moje bycie w którym nie widzę przeszkód. Bo czym, że są przeskody gdy się jeździ wózkiem po Piątkowie Poznańskim wózkiem elektrycznym z białą laską.
    Kocham ludzi pozytywnie zakręconych jak ciebie Pierniku, ale także uwielbiam tych mniej zakręconych bo dzięki takim jak Ty i Inni osoby, którym nie chciało “błysnąć” mogą się nieco lepiej poczuć 🙂
    Pozdrawiam i może do zobaczenia na trasie.
    Starynietoperz
    P.S. z racji na mój ciężki pojazd, wybieram raczej autobusy, ale jak mi coś odbije:) to tramwajami też jeżdżę, tylko że muszą być niskopodłogowe, gdyż nie umiemy wskakiwać po schodach z moim pojazdem Maćkiem.

    1. Krzysztof Żukiewicz

      Niskopodłogowe, będzie ich więcej i więcej, zapraszamy! Koledzy autobusiarze takich sympatycznych i pozytywnych pasażerów nam wygryzają!
      Starynietoperzu niech “Twoja echolokacja” nigdy Ciebie nie zawiedzie, jakby co Motorniczy tez podwiezie :-).
      Szczególnie wiesz z czego się cieszę? Nie że stary, nie że nietoperz, tylko że tak mocno pozytywny “zakręconek” na bloga trafił i napisał…
      Ale mi sprawiłeś radość, kochaj dalej, nic nie zmieniaj, tylko pojazdami naszego przewoźnika jako GOŚĆ coś w rozkładzie pozmieniaj, by zobaczyć uśmiech Twój, kiwnij laską – dla nas STÓJ !!! SERDECZNIE POZDRAWIAM! Też już nie młody Krzysztof “Piernik” Żukiewicz

  2. No muszę nauczyć się na nowo pozytywnego nastawienia:),nie jest rak łatwo ale dziękuje serdecznie za słowa otuchy:)Z przyjemnością będe śledzić bloga nadal;)z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy.

  3. Niestety nie spotykamy się, rzadko bywam w Poznaniu od ponad roku,przez 6 lat pracowałam w Poznaniu ale niestety firma upadła.Nie potrafię nie mówić “Pan” gdy kogoś nie znam:)Zaraża Pan optymizmem i pierwszy raz od dwóch miesięcy się uśmiechałam czytając Pana bloga:)Więc będę go śledzić:) Dziękuję za miłe słowa i pocieszenie ale u mnie niestety nie chce te słońce wyjść,może potrzeba czasu bo jak to mówią “czas leczy rany”.. Życzę miłego popołudnia i spokojnej pracy;)

    1. Krzysztof Żukiewicz

      Małymi kroczkami, małymi uśmieszkami, zobaczysz jeszcze kąciki i całe usta do śmiechu rozruszamy…
      Ale jest jeden warunek – na bloga regularnie zaglądamy! ;-).
      Dziękuję i życzę pozytywnego nastawienia! Pozdrawiam.

  4. Super jest Pana blog,nie dawno zauważyłam i przeczytałam wszystko:)czekam na kolejne wpisy. Jest Pan mega pozytywna osoba,dzięki Panu trochę lepiej znoszę rozstanie.Życzę Panu wszystkiego co najlepsze i niech Pań zawsze będzie tak pozytywna osoba.

    1. Krzysztof Żukiewicz

      Uff, dobrze że zajrzałem, przed wyjściem do pracy…Dziękuje i z wzajemnością, pomijając “Pana” Aniu jeśli mogę tak bezpośrednio się do Ciebie zwrócić pamiętaj że “…po nocy przychodzi ranek, nowy dzień…”. Głowa do góry, uśmiechem zarażamy i być może podczas mojej wachty, w moim “krążowniku” się spotykamy 😉 Serdecznie pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *