AZYMUT ZAJEZDNIA – NOCNE DO NABRZEŻA CUMOWANIE !

“Monika, ach Monika, dziewczyno ratownika,

pół plaży tutaj marzy, że kiedyś się przydarzy…”♫♫♫

Wydziera się Rudi Schuberth i Wały Jagielońskie z przenośnego grającego głośnika w mojej kajucie. Taaa jasneeee. Mruknąłem z przekąsem w głosie ;-). Po dalszej części refrenu przez chwilę zrobiło się jakoś przaśnie, plażowo i  urlopowo. Patrzę w wewnętrzne lusterko i monitoring, ściszam… Chociaż niepotrzebnie, pasażerów jak na lekarstwo, można policzyć na palcach jednej ręki a do końca wachty zostaje już ostatnie „wiosłowanie” z punktu B do punktu A. Płyniemy!!! Mój frachtowiec finalnie z atolu Miłostowo do doklands Franowo. Powolnie odsłaniający swoje oblicze księżycowy rogal przypomniał o zbliżającym się święcie patronów miasta. Zauważyliście jak nasze statki reagują na info o powrocie? Od razu zyskują na mocy i wyciskają o te kilka węzłów więcej, tak nagle, tak po prostu :). Czy dzień był dobry, czy też niekoniecznie, albo nawet taki sobie, nie ma to znaczenia. Świadomość zawitania do portu powoduje, że wstępuję w nas i naszą maszynę „nowy duch”. To duch walki o jak najlepsze miejsce na redzie. W kabinie na naszych ciekłokrystalicznych kompasach zamiast pozytywnych odcieni zieleni, pojawiają się co rusz niepokojące i nieakceptowalne wartości czasowe w pomarańczowej poświacie ;-} . Nie chcemy ale jakoś znowu przyśpieszamy, tam zabuja, tu zakołysze, fala kadłub podbije…Przeciwności losu pokonujemy, okręt w (b)ryzach trzymamy. Nie damy się mrocznym czeluścią i otchłani! Szybko emocje powściągamy i na systemy naprowadzające spoglądamy.

UWIELBIAM TEN MOMENT!

Wyzwala się w nas niepohamowana dzikość Korsarza i Wilka Morskiego w jednym. W tych chwilach łańcuch pokarmowy bezlitosny – większy, szybszy, sprytniejszy nie daje Tobie najmniejszych szans na szybki powrót na ląd, w domowe pielesze !!! :).

Tak, jesteśmy sobie sternikiem, żeglarzem i kapitanem.

 Podpływamy, czasami musimy poczekać w kolejce na redzie. Sukcesywnie, po kolei stateczki są wpuszczane do portowego doku. Wreszcie na sygnalizatorze pojawia się zielone. W bramie portowa załoga uwija się jak w ukropie. Sprawnie i błyskawicznie dokonuje codziennego przeglądu naszej łajby wraz z uzupełnieniem balastu piaskowego na następny rejs. Wczesnym rankiem flota musi być na picobello! Pracownicy doku portowego szybko dokonują oględzin wewnętrznych i zewnętrznych naszego liniowca. Tu szyper , tam szyper, zdarza się wrzucenie karty serwisowej, ona prawdę o jednostce naszym specom powie, czasami inni w tym czasie wymontują czarną skrzynkę…Pierwszy oficer wachtowy nawiązuje kontakt wzrokowy , ręka podniesiona, jest zezwolenie, ruszamy. Cichutko przesuwamy się na następne stanowisko przeglądowe, do akcji rusza motorzysta wachtowy/elektroautomatyk okrętowy. Popuka, postuka, wnikliwie stan śruby, kotwicy, poszycia i innych podzespołów sprawdzi. Drugi oficer wachtowy podpisuje i pieczętuje nasz dziennik pokładowy, w komputerze klika i decyduje gdzie zacumujemy na noc! Wybiórcze jednostki zgodnie z harmonogramem i wytycznymi przepływają obowiązkowo przez myjkę. Nasze kutry, ścigacze i frachtowce muszą przecież wzbudzać nie tylko respekt ale też szacunek swoim schludnym wizerunkiem. Niektóre ze statków zatrzymywane są w dokach na dłużej, drobne naprawy lub bardziej szczegółowy przegląd okresowy. Przywrócenie do służby i ewentualne zwodowanie następuje w późniejszym terminie. Czekają cierpliwie przy swojej przystani. Teraz jak na włączonym autopilocie lub ewentualnie jak technika zawiedzie ręczna sygnalizacja latarnika kieruje nas na odpowiednią bojkę…

Już tylko zostaje nam spakować „zabawki rozruchowe” i odnieść starszemu oficerowi teczkę z historią naszych rejsów. Schodzę po trapie na brzeg, wychodząc z hangaru rozglądam się dookoła. Wartko i żwawo do roboty zabierają się majtkowie pokładowi i zaczynają gruntownie oczyszczać pokłady. Pełen uznania i obiektywizmu przyznaję,  nasza przycumowana eskadra budzi szacunek i robi wrażenie…

Armator może być zadowolony, w skali kraju to pływamy komfortowo a i przeszkolona załoga ma tyle patentów i uprawnień, że ze spokojem obsłuży całą flotę basenu Morza Bałtyckiego ☺. Widok mocno wysłużonego kutra, to smutne doznanie, bo jego los jest w niedalekiej przyszłości przesądzony. Żywota wyzionie w stoczni pocięty na „żyletki” albo posłuży na jakiejś lagunie jako rekwizyt szkoleniowy dla antyterrorystów morskich, imitujących akcję odbicia jednostki z rąk pirackich najeźdźców. Ostatnie spojrzenie na wiekowy w służbie czynnej żółty niemiecki holownik, obok stacjonujący gościnnie zabytkowy  i zarazem wycieczkowy N-Kuter linii nr 0. W oddali widzę nawet naszego protoplastę obecnej części floty, rodzynek pływający pod nasza banderą – numer 560. Ten frachtowiec w naszym mieście dodaje kolorytu, taka „srebrno czerwona strzała”. Szukam gdzie cumuje testowany najnowszy produkt armatora „odjechany ścigacz”w metalicznym kolorze blue. On jest jak Latający Holender póki co pojawia się i znika…aha teraz pływa gościnnie w innym mieście :))). Katamaran Gamma tak na mnie wołają!

Pogoda przestaje być przyjemna, sztormiak staje się nieodzowny. W powietrzu czuć nadchodzącą zimę, oby tylko w najbliższym czasie nie musiał ruszać w morze nasz lodołamacz. Zerkam jeszcze do marynarskiego notatnika i sprawdzam. Z grafiku wynika ze przyznana kolejna jednostka pływająca będzie mocno kołysząca ;]. Co tam, wklepie do pokładowego „dżipiesa” azymuty początkowe i ZIELONA FLOTA  płynie dalej!

Dodam tylko ,że każdy z nas to taki chociaż troszkę fantasta i marzyciel. Czasami szukamy furtki, żeby w jakiejś części siebie, pierwiastku, namiastce, próbować zobrazować wolność i swobodę jaką dostajemy od losu…

Przecież  My sternicy, żeglarze i kapitanowie pomimo przepisów, regulaminów, obwieszczeń, nakazów, zakazów, obostrzeń, dekretów, wytycznych i innych mądrości cały czas finalnie decydujemy jak na tym morzu będziemy się poruszać…. ;)))

MAGIA CZY CUŚ? ACH TE MORZE…

JUTRO W REJS RUSZAMY… MOŻE ;-)))

 AHOJ !

4 Responses

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *